Kroniki Riddicka to „zabijanka” z domieszką elementów przygodowych. W grze głównie w grze chodzi o to, aby poprzez eliminację kolejnych przeciwników dojść do upatrzonego z góry celu. Metod zabijania mamy kilka. Zaczynamy mając do dyspozycji tylko ręce. Wierzcie mi, można z nich zrobić dobry użytek. Nie tylko o to chodzi, że Riddick wali z taką siłą, że Mike Tyson by padł, ale o to, że sprawnie i błyskawicznie skręca się nimi karki. „We więźniu” będąc można zaopatrzyć się u odpowiednich ludzi w kosę albo nawet i zrobioną domowymi środkami pałkę. W dalszych etapach gry będziemy mieli do dyspozycji broń strzelecką, jak to karabin szturmowy czy też pistolet. Można też zabijać własnym ciałem – wystarczy tylko skoczyć z wysoka komuś na głowę. Efekt prawie zawsze murowany.

Riddick potrafi skradać się w ciemnościach i posiada szósty zmysł, który mówi mu, czy został zauważony czy też nie. W praktyce wygląda to tak, że gdy skradamy się, ekran staje się niebieski. Gdy zostajemy zauważeni, kolory wracają. Ma to znaczenie o tyle, że jeśli wystarczająco szybko schowamy się znowu, strażnikowi wyda się, że coś mu się zwidziało. Kolejnym atutem Riddicka jest widzenie w ciemnościach, przedstawione dokładnie tak, jak w filmie. Czyli obraz zmienia się na wściekle fioletowy, zaś wszelkie światło ma rażąco biały blask. Cóż jeszcze potrafi nasz Furion? Ano nic, czego byśmy i my nie umieli, czyli wspina się i skacze, podciąga na różnych rurkach i czołga. No i obsługuje też mecha, ale o tym sza, bo to pieśń przyszłości.

czyli podsumuwując fajna gierka(oparta na filmie) jak ktos chce sie troche poskradac, postrzelac i pozabijac;]
dobra grafa, prosta fabuła;]
Miłej gry jak co , Bless