GTA Episodes From Liberty City już niedługo pojawi się również na PC oraz PlayStation 3. Czy opłacało się Microsoftowi wydać 50 milionów dolarów na czasową wyłączność? I czy teraz warto kupić wspomnianą grę w wersji na blaszak i konsolę Sony? Sprawdźmy to.
GTA Episodes From Liberty City to dwa oddzielne scenariusze, a zarazem dwie niezależne gry. Na wstępie mamy więc wybór, czy chcemy zagrać w The Lost and Damned , czy też The Ballad Of Gay Tony. W moim przypadku rozpocząłem zabawę z poszczególnymi epizodami w takiej samej kolejności, jak je wymieniłem powyżej.
W The Lost and Damned wcielamy się Johnny’ego, który objął szefostwo nad gangiem motocyklowym „Lost”, po tym jak jego przywódca musiał iść na odwyk. Niestety, kuracja się kończy i Billy powraca, a wraz z nim masa kłopotów, którymi obarczy naszego bohatera. Stary przywódca gangu chce bowiem zlikwidować inne grupy. Niestety, nie udaje mu się to i trafia do więzienia. Johnny, jak i kilka innych osób z gangu, ma dosyć starego przywódcy i dlatego trzeba będzie zadbać, aby Billy już nigdy nie wyszedł z pudła...
Epizod The Lost and Damned przenosi nas w świat widziany przez Johnny’ego. Niestety, nie jest on kolorowy, a wręcz przeciwnie, bije od niego szarość i brzydota. Dlatego też barwy, w niektórych częściach gry są przygnębiające i zgniłe. Johnny również nie mieszka w apartamencie, tylko w klubie albo w opuszczonym domku, w którym okna zabite są deskami. Świat Johnny’ego jest więc zgniły i niezbyt przyjazny. Niemniej, pojawia się w nim przyjaźń do końca życia.
Bardzo dobrym pomysłem jest bowiem to, że wśród zdrajców, którzy pojawiają się w gangu Lost jest kilka osób wiernych naszemu protagoniście. Dzięki temu, w każdej chwili możemy do nich zadzwonić i wezwać ich, aby pomogli nam w opanowaniu lub wyeliminowaniu kogoś. Wspaniale prezentuje się horda monocyklów jadąca za Johnny’m na misje. Niestety, ma to też swoje minusy, gdyż podczas wykonywania zadania musimy uważać, aby żaden z naszych członków nie zginął. Odpowiednie statystyki pojawiające się na ekranie informują nas, jaki jest stan zdrowia kolegów. Jeśli, któryś z nich zginie, to niestety misję musimy wykonać od nowa.
Ciekawym pomysłem jest możliwość grania z niektórymi osobami w klubie w karty etc. Szkoda, że już z nimi nie można się napić czegoś mocniejszego, ale zostanie to zrekompensowane w drugiej historii...
W kwestii udźwiękowienia, to w naszych głośnikach będzie rozbrzmiewał rock. Wśród kawałków znalazły się utwory The Doors oraz piosenka Roda Stewarta, która zresztą usłyszymy na końcu.
Model jazdy na motocyklu został również poprawiony. W pierwowzorze łatwo było spaść z motoru. Tutaj jednak jest inaczej. Johnny to rasowy kierowca, dlatego mocno trzyma się swojej maszyny, a zarazem doskonale radzi sobie z zakrętami.
Niestety, ta część gry posiada również swoje minusy. Pierwszym z nich jest czas zabawy, gdyż The Lost and Damned można przejść w 1 w jeden dzień z przerwami na kawę, spanie i jedzenie. Fakt, mamy jeszcze drugi epizod, ale, ale o nim potem... Drugim minusem są schematyczne misje. Niestety, nie ma tutaj takiego zróżnicowania, jak w pierwowzorze. Praktycznie zawsze musimy jechać z miejsca na miejsce, aby kogoś zamordować. Na dłuższą metę staje się to nudne. Zaś niektóre bardziej dynamiczne misje, składają się z wystrzelania nieprzyzwoitej liczby kul w funkcjonariuszy, a dokładnie w ich samochody oraz helikoptery. Fakt, jest zabawnie, jest dużo fajerwerków, ale wydaje mi się, że jest tego za dużo. W GTA IV również dużo się strzelało, ale tutaj naboje wystrzeliwane są w nieprzyzwoitych ilościach. Tak, że przypomina to jakiś serial komediowy, w którym na koniec można podać liczbę kul, które wyleciały z naszej giwery.
Ogólnie:
Grafika w wersji na Xboxa 360 stanęła na tym samym poziomie, co w pierwowzorze i wygląda ona naprawdę dobrze. Niestety, smuci mnie fakt, że doczytuje się ona często pod nosem. Czasami mi się wydaje, że wygląda to gorzej niż w GTA IV. A jeśli nawet nie gorzej, to o ile w pierwowzorze można było to przeboleć, o tyle tutaj firma mogła się lepiej postarać i wyeliminować niektóre niedociągnięcia. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że w wersji na PC wspomniane elementy zostaną poprawione. Dlatego ocenę końcową osoby grające na „blaszaku” mogą podciągnąć o pół wyżej.
Nie podoba mi się również powtarzająca animacja. Niektóre elementy będą cały czas powracać w grze. Przykładem może być helikopter, który przelatuje nad mostem. O każdej porze dnia i nocy zawsze będzie tak samo leciał. To trochę śmiesznie wygląda.
GTA Episodes From Liberty City to bardzo dobra gra, która umożliwia poznanie Liberty City z innej strony. Spodobać się w niej może również to, że wątki poszczególnych bohaterów przeplatają się ze sobą i dlatego zobaczymy między innymi Niko z GTA IV. Dlatego też warto na zakończenie dodać, że obydwie produkcje świetnie się uzupełniają. Niestety, GTA Episodes From Liberty City jest zbyt krótkie, a pierwszy wątek zbyt schematyczny, a problemy z grafiką nie zostały wyeliminowane. Przypominam jednak, że jeśli kupicie wersję na PC to śmiało możecie dołożyć pół oceny wyżej, gdyż zarówno GTA IV, jak i pierwsze zdjęcia z GTA Episodes From Liberty City w wersji komputerowej pokazują, że tytuł ten graficznie został podkręcony. Na temat wersji na PlayStation 3 na razie się nie wypowiadam. Być może producent ulepszy w niej silnik z GTA IV, jeśli nie to ocena będzie taka sama jak ta poniżej.
Ocena 8,5/10
Plusy:
+ The Ballad Of Gay Tony
+ ciekawe misje - The Ballad Of Gay Tony
+ ogrom
+ dobra fabuła
Minusy:
- grafika
- schematyczne misje - The Lost and Damned
- czas zabawy
autor: Dawid Szyszko
















