Z góry mówię, że opieram się na nauce, a nie na kalendarzu zaćpanych Indian czy wizjach schizofreników. Kiedyś o tym usłyszałem, a następnie sprawdziłem. Koniec świata może nastąpić w 2036 r. wg badań astronomów z NASA. Generalnie astronomia jest niezbyt konkretna i jest to trochę zabawa w zgaduj-zgadula, ale wiadomo, że wszystko się może zdarzyć. Już przytaczam słowa Alberta Einsteina: "nie wiem, jaka broń będzie użyta w trzeciej wojnie światowej, ale czwarta będzie na maczugi.", które można interpretować, że ludzie są coraz głupsi, co jest już potwierdzone, oraz że kiedyś nastąpi ten wielki koniec, co szuka udowodnienia cały czas, chociaż ludzka głupota i koniec świata są ściśle powiązane. Nawet F. Kiepski powiedział, że "to wszystko musi kiedyś pierdyknąć".
Tak czy inaczej, naukowcy z NASA przewidzieli, że w 2036r. w Ziemię uderzy asteroida o średnicy ok. 400m.
Wybuch tej "bomby" o energii równej 1480 megatonom trotylu spowoduje przedostanie się do atmosfery ogromnej ilości pyłów. Z tego powodu akurat się cieszę, bo wolę zażyć trutkę raz a porządnie, a nie wciągać ją nosem całe życie. Dla porównania bomba zrzucona na Hiroszimę miała moc 0,013 megatony trotylu. Wówczas zginęło "tylko" 800 tys. osób. Ułóżcie sobie proporcję i zobaczcie ile osób może zginąć ;) No oczywiście wszystko zależy od wielu czynników, przede wszystkim od faktu, że nie można "atomówki" porównywać z asteroidą ;)
Źródło: moja dyńka, oprócz danych liczbowych, bo je wziąłem z nauka.dziennik.pl









Slyszałem też że jakas kometa ma niedlugo na ziemie spasć








