Zwycięstwo Barcy jak najbardziej zasłużone. Real, szkoda słów. Nie mają podstawowej formacji - obrony. Ramos i Marcelo są dobrymi skrzydłowymi, ale mają braki w defensywie. Pepe powinien się pożegnać z ekipą klasy Realu już dawno. Brak zaangażowania ze strony zawodników Realu był bardziej niż widoczny. Brak pomysłu też. Natomiast sam mecz nie mógł się podobać. Ilość fauli z jednej strony i zagrywek aktorskich w niektórych sytuacjach z drugiej strony była po prostu żenująca. Barca zagrała perfekcyjnie, Real nie grał. Był pod wielką presją, zagubił się już na początku, potem niewiele dało się już naprawić i to pod względem taktycznym i w nastawieniu mentalnym. Niewiele da się zmienić, gdy za przeciwnika ma się drużynę niemal kompletną a założenia poszły w pył już na początku. Momentami wyglądało to na mecz Polski z San Marino, tak widoczna była różnica dosłownie we wszystkim. Bezradność, frustracja, brak pomysłu, zawodnicy ze spuszczonymi głowami po kolejnym straconym golu, Casillas z założonymi rękoma, zasępiony wzrok Jose i kompletny idiotyzm Ramosa (nerw po siatce, którą założył mu Villa). Ale trzeba mieć na uwadze, że mimo wszystko to pierwszy sezon Mourinho w Realu. W porównaniu do Barcelony (na tą chwilę) to beznadzieja, ale ten poziom wystarcza by wygrywać praktycznie wszystkie mecze w lidze. Prawda jest tez taka, że obecna Barcelona to bez wątpienia jedna z najwspanialszych drużyn w historii futbolu i my tej historii jesteśmy świadkami...To miał być emocjonujący mecz, ale skończyło się na jednostronnym widowisku. FC Barcelona w Gran Derbi nie dała żadnych szans Realowi gromiąc go 5:0. Podopieczni Jose Mourinho byli kompletnie bezradni na Camp Nou i nie zmusili do poważniejszego wysiłku golkipera Katalończyków.
Gospodarze od początku zaatakowali i ich starania szybko przyniosły spodziewane owoce. Już w 10 minucie Barca rozklepała defensywę Królewskich, a piłkę do siatki skierował Xavi. Osiem minut później było 2:0. Tym razem po dobrym podaniu Davida Villi i błędzie w ustawieniu obrońców Realu na listę strzelców wpisał się Pedro. Do przerwy wynik rywalizacji zmianie nie uległ, chociaż gospodarze mieli kilka okazji do podwyższenia rezultatu.
W przerwie w meczu w szatni Realu najwyraźniej trzęsienia ziemi nie było, bo na drugą połowę ekipa z Madrytu odmieniona nie wyszła. Dalej na boisku dominowali gospodarze. W 55 minucie było już 3:0. Tym razem z bramki mógł się cieszyć rozgrywający dobre zawody David Villa. 180 sekund później ten sam zawodnik kolejny raz zmusił do kapitulacji Ikera Casillasa.
Bezradni i rozdrażnieni piłkarze Realu coraz częściej uciekali się do nieczystych zagrań. Dobrych akcji w ich wykonaniu było bowiem jak na lekarstwo. Kiedy wydawało się, że spotkanie zakończy się zwycięstwem Barcy 4:0, gwóźdź do trumny Królewskich wbił rezerwowy Jeffren. W ostatnich fragmentach meczu doszło do nieciekawej sytuacji. Sergio Ramos najpierw faulował Messiego, a następnie uderzył w twarz Carlesa Puyola. Sędzia za to zachowanie pokazał mu czerwoną kartkę.
FC Barcelona - Real Madryt 5:0 (2:0)
1:0 - Xavi 10'
2:0 - Pedro 18'
3:0 - Villa 55'
4:0 - Villa 58'
5:0 - Jeffren 90'
Czerwona kartka: Ramos /90/ (Real)
futbol.pl
P.S - Ciekawe czy Mourinho namówił Ramosa na czerwoną ;)













