Jak informuje internetowe wydanie Dziennika Łódzkiego, po tym, jak podjęta w zeszłym roku przez władze Łodzi próba prawnego zakazu sprzedaży w mieście „dopalaczy” zakończyła się kompletnym fiaskiem (prokuratura, do której zwróciły się władze nie stwierdziła w sprzedaży dopalaczy „znamion przestępstwa”), miłośnicy uprzykrzania życia zwolennikom legalnych używek wpadli na kolejny pomysł.
Władze miasta zamierzają wystawić przed smartshopami patrole policji i straży miejskiej, które mają odstraszać ich klientów (władze miasta przyznają w ten sposób, że widok łódzkich funkcjonariuszy może odstraszać ludzi;)
- Nękajmy właścicieli sklepów – grzmiała Anna Szolc-Kowalska, doradca prezydenta ds. przeciwdziałania alkoholizmowi ,podczas wczorajszego posiedzenia komisji ładu społeczno-prawnego. – Jeśli przed punktami sprzedaży dopalaczy, albo wewnątrz sklepów, będą kręcili się policjanci i strażnicy miejscy, klienci zaczną obawiać się zakupu używek. I po pewnym czasie przestaną w ogóle tam zaglądać. Sklepy padną i o to nam chodzi.
Jednak strażnicy miejscy nie widzą się w roli straszaków. W dodatku nie bardzo wierzą w skuteczność takiej walki. Dowód? Przy jednym ze sklepów z dopalaczami przy ul. Smetany na Widzewie ustawili patrol na cały dzień. Przez 8 godzin do sklepu weszły cztery osoby, z czego dwie nieletnie. Nie przejęły się obecnością funkcjonariuszy.
Nieco mniej radykalny pomysł na walkę ze sprzedażą dopalaczy ma radny Jarosław Berger. Jego zdaniem, trzeba wziąć się do pracy nad strategią miasta, który to dokument pozwoli radnym zablokować tworzenie sklepów z dopalaczami w centrum miasta. A co ze sprzedażą używek na peryferiach miasta?
Krucjatę przeciwko dopalaczom rozpoczął też Paweł Zyner, właściciel restauracji Anatewka. Naprzeciwko jego lokalu powstał smartshop, którego zakapturzeni klienci odstraszali bywalców restauracji. Właściciel Anatewki zwrócił się do radnych o pomoc, a ci dwa tygodnie temu poszli do smartshopu przy ul. 6 Sierpnia przyjrzeć się, ile osób kupuje dopalacze. Byli przerażeni, że w południe wchodzi tam mnóstwo młodzieży szkolnej.
Tymczasem łódzka straż miejska zamierza korzystać z nowych uprawnień, pozwalających na użycie służbowych koni w pościgu za przestępcą i do rozbijania demonstracji. W tym celu strażnicy miejscy z Łodzi i Wrocławia przeszli w Łodzi specjalne szkolenie, zakończone konną paradą strażników na Piotrkowskiej.
Posadzenie strażnika miejskiego na koniu może też, zdaniem Redakcji, znacznie powiększyć intelektualne kompetencje takiego patrolu – w końcu co dwie głowy to nie jedna.
Źródło: Czarny Sztandar














